Festiwal Radości. Kolorowy korowód i odnowienie przysięgi małżeńskiej


fot. Justyna Zacharek/Biuro Prasowe Sanktuarium Maryjne w Licheniu
Ponad 30 par odnowiło przysięgę małżeńską podczas czwartego Festiwalu Radości w Licheniu.
Na placu koronacyjnym przed kościołem św. Doroty, w miniony weekend odbyło się wesele oparte na opowieści o Kanie Galilejskiej. Organizatorzy mówiąc o miejscu festiwalu jako Licheńskiej Kanie wychodzą z założenia, że to Matka Boża zaprasza uczestników na wesele do swojego sanktuarium. Rozpoczęło się ono powitaniem chlebem. Księża marianie przekazali bochen młodym ludziom, którzy rozdzielili go pomiędzy wszystkich obecnych. W tym roku wydarzeniu towarzyszył symbol chleba i słowa z Ewangelii św. Jana: „Jam jest chleb życia”.
Weselnicy mieli okazję wziąć udział w kooperacyjnej grze terenowej i przy okazji wesprzeć Hospicjum im. św. Jana Pawła II. Stworzyli na placu różaniec stając się jego paciorkami. Pierwszą część nazwano kawalersko-panieńskim, nawiązując do wieczoru przed zaślubinami. Można było skorzystać z atrakcji w strefach grywalizacji czy różnorodnych warsztatów, m.in. plecenia wianków czy różańców, wykonać pachnące mydła i ozdobić pierniczki. Bawiono się pod czas Katoliady, czyli katolickiej Familiady. Konkurencję zgodnie z telewizyjną tradycją rozpoczęto „sucharem” prowadzącego.
Podczas koncertu grupy profilaktyczno-ewangelizacyjnej „Wyrwani z niewoli” Piotr Zalewski podzielił się swoim doświadczeniem odnalezienia Boga, gdy był zagubiony m.in. w świecie narkotyków.
– Szukałem miłości byle gdzie. Za wszelką cenę chciałem się dowartościować. Miałem łatkę na sobie, że jestem czarną owcą. Widziałem w oczach kolegów z marginesu, że mnie podziwiają. Myślałem, że aby być kimś, muszę robić rzeczy złe, ryzykowne – wspominał.
Głównym momentem wydarzenia były zaślubiny, czyli msza święta. Na miejsce sprawowania eucharystii wyruszył radosny i kolorowy korowód. Mszy świętej przewodniczył ks. Sławomir Homoncik, kustosz sanktuarium, który wygłosił do zebranych homilię. Zauważył w niej, jak łatwo zranić drugiego człowieka słowem.
– Czasem takie słowo wypowiedziane o nas może sprawić, że nosimy w sobie poczucie bycia człowiekiem złamanym. Bóg się nie gorszy człowiekiem, który ma poczucie jakiejś nieczystości w sobie, niosącym piętna, które może ktoś włożył na jego barki. Bóg chce nas dotykać swoją łaską, byśmy mieli wewnętrzne przekonanie, że się nami nie gorszy, nie jest zawiedziony nami – mówił marianin. – Nie musisz być „naj”, doskakiwać do jakiejś poprzeczki. Wystarczy, że będziesz wpatrywał się w Jezusa Chrystusa, próbował Go naśladować, miał świadomość, że zna Twoje życie, przenika je i twoje serce. Jest Panem całego wszechświata – stwierdził ks. Homoncik. Kapłan podkreślił, że Bóg w Eucharystii karmi człowieka samym sobą, by go posłać w misji głoszenia.
Podczas mszy ponad 30 par odnowiło swoje przyrzeczenia małżeńskie. Po liturgii każdy otrzymał chlebek z cytatem biblijnym. Następnie tradycyjnym polonezem rozpoczęła się weselna zabawa. Dla uczestników zagrali Siewcy Lednicy. Wydarzenie zakończyła nocna modlitwa uwielbienia i błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem.
źródło: Biuro Prasowe Sanktuarium Maryjnego w Licheniu
Szukasz pracy? Kilkaset aktualnych ofert znajdziesz w naszym serwisie ogłoszeniowym.
Komentarze nie na temat są usuwane.